Michał Ziółko

radca prawny

Od lat interesuję się zagadnieniami prawnymi związanymi z rozwojem sieci szerokopasmowych i polskim rynkiem telekomunikacyjnym. Prowadzę kancelarię w Krakowie, obsługując małych i średnich przedsiębiorców, głównie z branży telekomunikacyjnej...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

dostęp do nieruchomości

W pierwszym merytorycznym wpisie jaki pojawił się na tym blogu (możesz go przeczytać tutaj) objaśniałem jakie kroki należy podjąć żeby szybko i sprawnie uzyskać dostęp do nieruchomości w celu świadczenia usług telekomunikacyjnych.

Wskazywałem tam, że często zdarza się, iż dysponenci nieruchomości żądają od operatorów ISP różnego rodzaju nienależnych opłat z tytułu dostępu do nieruchomości.

W związku z tym wpisem dostałem kilka maili i zapytań od czytelników bloga dotyczących zasadności ponoszonych przez nich opłat. Opłaty te przybierają różne formy i w tym wpisie opiszę kilka najczęściej spotykanych „opłat” lub „przysług”, których żądają dysponenci nieruchomości w zamian za wyrażenie zgody na udostępnienie nieruchomości. Wpis ten powstał na bazie moich osobistych doświadczeń i ma na celu jedynie uświadomienie Cię, drogi Operatorze, w Twoich prawach i obowiązkach w negocjacjach z dysponentami nieruchomości. Wskażę w nim jakich opłat może żądać dysponent nieruchomości z tytułu dostępu do nieruchomości zgodnie z obowiązującym prawem, a do jakich nie jest uprawniony. Mam więc nadzieję, że lektura tego wpisu pomoże Ci uniknąć ponoszenia nienależnych opłat w przyszłości.

Opłaty określone wprost

Ostatnio otrzymałem od klienta umowę przekazaną przez jednego z czołowych polskich deweloperów, w której to deweloper żądał 5 tyś zł z tytułu wyrażenia zgody na dostęp do nieruchomości celem świadczenia usług telekomunikacyjnych. Opłata była wpisana wprost w umowie. W takich przypadkach bardzo łatwo jest wykazać dysponentowi nieruchomości lub ewentualnie Urzędowi Komunikacji Elektronicznej, że opłata jest nienależna, ponieważ dostęp jest nieodpłatny. Niestety nie zawsze jest tak kolorowo.

Opłat Ukryte

Trochę trudniej jest w przypadku, gdy dysponenci nieruchomości proponują inne opłaty które de facto są opłatą za dostęp. Przed nowelizacją Megaustawy w 2016 r. królową takich wymyślonych opłat była opłata za najem powierzchni. Dysponenci żądali opłat z tytułu „najmu powierzchni budynku” pod instalację telekomunikacyjną. Powoływali się na art. 30 ust. 3b ustawy szerokopasmowej. Szkopuł w tym, że ów przepis w tamtym czasie stanowił, iż przedsiębiorca telekomunikacyjny ponosi koszty energii elektrycznej i najmu powierzchni. Jednak koszt najmu powierzchni był czym innym niż pojęcie czynszu za najem. Koszt musiał być bowiem wydatkiem jaki realnie poniósł dysponent nieruchomości (jeżeli w ogóle poniósł) np. w sytuacji, gdy pomieszczenie, w którym znajdują się urządzenia telekomunikacyjne jest wynajmowana od podmiotu trzeciego. Bardzo trudne w owym czasie było tłumaczenie różnic pomiędzy czynszem za najem, a kosztem najmu powierzchni. Nawet Prezes UKE zajął w tej sprawie pisemne stanowisko tłumacząc różnice pomiędzy kosztem najmu a czynszem za najem. Na szczęście nowelizacja ustawy szerokopasmowej z lipca 2016 r. rozwiązała ten problem.

Jednakże niektórzy dysponenci nieruchomości nadal próbują naliczać różnego rodzaju „opłaty”. Zdarza mi się spotykać „opłaty eksploatacyjne”, „opłaty za dzierżawę” czy też moja ulubiona „rekompensata z tytułu naruszenia prawa własności” ;). Wszelkie tego typu opłaty mają na celu obejście przepisów ustawy szerokopasmowej.

Usługi zamienne

Często też zdarzają się deale w stylu: „dobra kładźcie sobie te swoje kable, ale dajcie nam darmowy Internet dla spółdzielni”. Z doświadczenia wiem, że czasami operatorzy dla świętego spokoju godzą się na takie załatwienie sprawy. Gorzej jeżeli udostępniający żądają w zamian za dostęp np. usługi monitoringu całego osiedla. Zdarzają się też sytuacje, w których dysponenci zgadzają się na darmowy dostęp pod warunkiem…. skorzystania przy budowie infrastruktury z usług zaprzyjaźnionej firmy.

Opłaty z tytułu bezumownego korzystania z nieruchomości

Spotkałem się z sytuacjami, w których dysponenci nieruchomości w związku z brakiem umowy z Operatorem pozywali Operatorów z tytułu bezumownego korzystania z nieruchomości. Jest to poważny zarzut, jednakże przepisy ustawy szerokopasmowej jasno stanowią, iż dostęp jest nieodpłatny i nawet jeżeli nie ma umowy regulującej dostęp do nieruchomości, a infrastruktura telekomunikacyjna istnieje, prezes UKE może zgodnie a z art. 30 ust. 5 pkt. 2 ustawy szerokopasmowej wydać decyzję o dostępie:

Prezes UKE wydaje decyzję o dostępie, o którym mowa w ust. 1, także wówczas, jeżeli dla istniejącej instalacji telekomunikacyjnej budynku lub istniejącego przyłącza telekomunikacyjnego warunki dostępu nie są określone w umowie, o której mowa w ust. 4, lub umowa taka wygasła.

Jakie opłaty jesteś zobowiązany ponieść z tytułu dostępu do nieruchomości?

Zgodnie z tym, co  wskazałem w przywołanym powyżej pierwszym wpisie na blogu: dostęp jest nieodpłatny, a jedyne opłaty, jakie będziesz zobowiązany ponieść, to opłaty za energię elektryczną i opłaty za wykonanie instalacji telekomunikacyjnej, czyli np. koszty przygotowania dokumentacji projektowej. Zgodnie z art. 30 ust. 3b ustawy szerokopasmowej:

W przypadku uzyskania dostępu, o którym mowa w ust. 1 i 3, przedsiębiorca telekomunikacyjny ponosi koszty:

1)związane z udostępnieniem nieruchomości w celu wykorzystywania istniejącego przyłącza telekomunikacyjnego lub istniejącej instalacji telekomunikacyjnej budynku albo doprowadzenia do budynku przyłącza telekomunikacyjnego lub wykonania instalacji telekomunikacyjnej budynku, w tym przywrócenia stanu pierwotnego;

2)utrzymania udostępnionego przyłącza telekomunikacyjnego, instalacji telekomunikacyjnej budynku lub całości lub części kabla telekomunikacyjnego.

Pamiętaj, że jeżeli dysponent nieruchomości chce Cię obciążyć jakimikolwiek kosztami jest zobowiązany do wykazania, że rzeczywiście te koszty poniósł. Więcej w temacie dostępu do nieruchomości przeczytasz tutaj, tutaj i tutaj.

Tajlandia

Jak powszechnie wiadomo nie samym prawem człowiek żyje i czasami dobrze jest odpocząć od codziennych obowiązków i naładować baterie. Moim zdaniem najlepszym na to sposobem są podróże 🙂 . Jako że poprzedni rok był dla mnie bardzo intensywny zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym, postanowiliśmy z moją lepszą połową, że zrobimy sobie dłuższy egzotyczny urlop początkiem roku, kiedy to w Polsce będzie zimno. Pomysłów było sporo, ale od dawna chodziła nam po głowie Azja. Początkowo padło na Malezję, ale ze względu na wysokie ceny biletów ostatecznie zdecydowaliśmy się na wyjazd do Tajlandii.

Nasze Oczekiwania

Mówiąc szczerze – byłem trochę zły, że nie udało nam się kupić biletów do Malezji, która wydawała się mniej komercyjna i bardziej „dzika”. Dużo też naczytałem się o tłumach turystów zalewających tajskie plaże, a także o Tajach, którzy na każdym kroku próbują naciągać obcokrajowców na różnego rodzaju „atrakcje”. Obawiałem się, że turystyka masowa zniszczyła przyrodę i urok tego kraju i że będziemy zmuszani do przepychania się na każdym kroku  w tłumie turystów. Chociaż moja żona uspakajała mnie, że owszem jest to turystyczny kraj, ale na pewno są miejsca, w których można odpocząć, podziwiać piękno przyrody i nie być otoczonym przez milion innych ludzi, to jechałem tam z lekką rezerwą.

Przygotowania

Do Tajlandii wybraliśmy się z dwójką przyjaciół i sami postanowiliśmy zorganizować cały wyjazd. Po zakupieniu biletów z Krakowa do Bangkoku (lecieliśmy liniami Ukrainian Airlines przez Kijów) zastanawialiśmy się co chcemy zobaczyć. Możliwości było wiele, a urlopu tylko 2 tygodnie, więc trzeba było wybierać. Zdecydowaliśmy się, że podróż rozpoczniemy od trochę mniej turystycznej północy,  a potem polecimy na południe do prowincji Krabi, gdzie będziemy przemieszczać się pomiędzy wyspami. Na ostatnią z wysp wybraliśmy Koh Ngai – małą rajską wysepkę z niewielką ilością hoteli, gdzie chcieliśmy oddać się błogiemu lenistwu po dość intensywnym zwiedzaniu. Na sam koniec podróży zdecydowaliśmy się spędzić weekend w Bangkoku. Wszystkie noclegi rezerwowaliśmy jeszcze w Polsce, najczęściej przez serwis agoda.com, który ma chyba najbogatszą ofertę noclegową jeżeli chodzi o Azję. Przed wylotem zaszczepiliśmy się na dur brzuszny, żółtaczkę A i B, teżęc i polio. Szczepienia nie są obowiązkowe, ale warto z nich skorzystać. W Tajlandii przydaje się też repelent na komary, ale nie ma problemu z zakupieniem go na miejscu. Obywatele RP nie potrzebują wizy do Tajlandii na pobyt nie przekraczający 30 dni.

Noclegi

Tajlandia

Chatka w której nocowaliśmy na wyspie Koh Ngai

Oferta noclegów w Tajlandii jest bardzo bogata i różnorodna. Każdy znajdzie coś dla siebie, zarówno backpakersi, którym wystarczy pokój z wiatrakiem, jak i osoby chcące pławić się w luksusach. My postawiliśmy na budżetowe, ale przyzwoite hotele, gdzie nocleg kosztował w zależności od lokalizacji od 50 do 100 zł za osobę ze śniadaniem. Na większy luksus pozwoliliśmy sobie jedynie na wspomnianej wyżej Koh Ngai, gdzie mieszkaliśmy w chatce na plaży. Muszę przyznać, że zarówno standard, jak i czystość pokoi była w każdym z miejsc, w którym spaliśmy na dobrym poziomie, takim jakim oczekiwaliśmy w stosunku do wydanych pieniędzy. Bardzo często w hotelu działało darmowe wifi, ale o tym więcej poniżej.

Środki transportu

Po Tajlandii przemieszczaliśmy się chyba wszelkimi dostępnymi środkami transportu za wyjątkiem pociągu.

  1. Loty wewnętrzne odbywaliśmy liniami Air Asia (taki azjatycki Ryanair) i muszę przyznać, że wszystko odbywało się bardzo sprawnie. My odprawiliśmy się jeszcze w Polsce, ale na lotnisku były automaty do selfcheck in, a także pozwalające na samodzielny wydruk oznakowania bagażu. Zawsze przy stanowiskach do nadawaniu bagażu było kilku pracowników linii Air Asia pomagających wydrukować oznakowanie i udzielających wszelkich informacji. Loty wewnętrzne zdecydowanie na plus.
  2. Będąc w Chiang Mai początkowo po mieście poruszaliśmy się tuk-tukami, trochę dlatego, że to lokalny folklor, a trochę dlatego, że to to był fun przejechać się czymś, czego u nas nie ma 🙂 . Oczywiście z kierowcami trzeba było się targować, jednak po zorientowaniu się, że w Chiang Mai działa Uber – nie było już wątpliwości. Uber okazał się dużo tańszy i oczywiście wygodniejszy niż tuk-tuk który kosztował od 120 BTH (po ciężkich negocjacjach) do 250 BTH. Koszt Ubera na tej samej trasie to ok. 40-60 BTH, o komforcie podróży nie wspominając. Z Ubera korzystaliśmy zarówno w Chiang Mai, jak i w Bangkoku i ten środek transportu jak najbardziej polecam.
  3. W Chiang Mai wypożyczyliśmy też skuter i choć patrząc na ruch na ulicach początkowo jawiło się to jako samobójstwo, to jednak okazało się, że w panującym chaosie są jakieś zasady. Skuter to najszybszy środek transportu w zatłoczonych miastach, trzeba tylko przyzwyczaić się do ogromnego ruchu i otaczających z każdej strony skuterów i samochodów. Polecam też objechanie skuterem pętli Samoang Loop i wjechanie na skuterze do świątyni Wat Pro Doi Sethup. Wrażenia z jazdy niezapomniane.
  4. Pomiędzy wyspami przemieszczaliśmy się charakterystycznymi tajskimi łodziami, speed boatami lub promami. Podsumowując transport w Tajlandii działa naprawdę dobrze. Widać też, że pod tym względem Tajowie są dobrze przygotowani do przyjęcia turystów i nie ma problemów z przemieszczaniem się pomiędzy miastami, czy też na południu pomiędzy wyspami. Spokojnie można zorganizować sobie transport z dnia na dzień.

Jedzenie

Jak możecie przeczytać tutaj, zarówno ja i moja żona jesteśmy fanami turystyki kulinarnej i muszę przyznać: Tajlandia była dla nas rajem 😀 . Różnorodność, ilość, świeżość i ceny jedzenia powalały, wciąż wspominam pyszne curry, pad thai, zupę Khao Soi, owoce morza  i rybę jaką zjedliśmy w Bangkoku. Jeżeli lubisz drogi czytelniku azjatycką kuchnię – będziesz zachwycony, ale często też zaskoczony jak bardzo odbiega ona od tego co nazywamy kuchnią azjatycką w Polsce. Na północy można zjeść zupę Khao Soi – danie charakterystyczne dla tego regionu. Jest to gęsta zupa przygotowywana na bazie sosu w skład którego wchodzi min. mleczko kokosowe i sos sojowy a także pasty chilii z dodatkiem imbiru, kolendry i  kurkumy. Podawana z makaronem jajecznym, a także smażonym na głębokim tłuszczu chrupkim makaronem. Na południu królują owoce morza, ryby i przepyszne curry (polecam penang curry). W Bangkoku warto wybrać się na Chinatown gdzie na ulicy Phadung Dao możemy próbować różnorodnych ulicznych dań a jedzenie przygotowywane jest na naszych oczach. Zdaniem ekspertów miejsca (ciężko je nazwać restauracjami) znajdujące się na Chinatown uważane są najlepszy stretfood na świecie i uwierzcie mi – warto się tam wybrać. Co warto zauważyć jedliśmy najczęściej uliczne jedzenie i nie mieliśmy problemów żołądkowych, ale jest to oczywiście kwestia indywidualna. Wydaje się, że jedzenie jest świeże i naprawdę dobrej jakości. Warto jednak przed wylotem łykać probiotyk, aby przyzwyczaić żołądek do innej flory bakteryjnej (my tak zrobiliśmy).

Tajlandia

Pyszna zupa Khao Soi

 

Tajlandia

Zupa Tom Yum przed…

 

Tajlandia

…. i po przyrządzeniu

Tajlandia

Najlepsza ryba na „pływającym targu” w Bangkoku

Nie można zapomnieć o pysznych, świeżych owocach.

Internet

Z dostępem do Internetu w Tajlandii nie ma najmniejszego problemu. Najlepiej w mojej ocenie wykupić na lotnisku kartę prepaid (my za dwutygodniowy nielimitowany dostęp zapłaciliśmy ok. 70 zł) którą Pani na stoisku od razu uruchamia i można cieszyć się nieograniczonym dostępem do sieci. Jednakże nawet bez wykupywania karty prepaid można korzystać w wielu miejscach takich jak lotniska, restauracje, czy hotele z darmowego wifi. Internet działał naprawdę dobrze.

Ludzie – kultura

Tajlandia

Tajowie są z natury ludźmi uśmiechniętymi i miłymi są także skorzy do pomocy choć… często mają tendencję do odpowiadania na wszystkie pytania potakiwaniem głową i zwyczajowym ok, ok niezależnie od tego, o co się ich zapyta. Wynika to często z chęci pomocy zagubionemu turyście i jednocześnie kiepskiej znajomości języka angielskiego. Co do moich obaw względem naciągania turystów – muszę przyznać, że pozytywnie się zaskoczyłem. Owszem często nas zagadywano i proponowano zakup różnych towarów, ale nie było to wcale nachalne wystarczyło powiedzieć „no thank you” i odpuszczali. W trakcie zakupów towarów lub usług można a nawet trzeba się targować. Nam udało się wynegocjować bardzo dobrą cenę za transport z wyspy Koh Phi Phi na Koh Ngai, we wszystkich punktach podawano cenę 1300 BTH za osobę, w jednym z punktów sprzedaży wprost  powiedziano nam, że wszędzie jest taka cena i nie znajdziemy nic taniej. Poszliśmy 20 m dalej i Pani powiedziała nam że za transport zapłacimy 850 BTH, po czym….. zaprowadziła nas do punktu gdzie przekonywali nas, że nie ma tańszej opcji niż 1300 BTH i sprzedano nam bilety na prom za 850 BTH  😉 . Jednym słowem warto w podróży szukać i negocjować.

Co naszym zdaniem warto zobaczyć?

Schody prowadzące do świątyni Wat Phra That Doi Suthep

Bardzo spodobało nam się w Chiang Mai, w którym nie ma spektakularnych zabytków, czy przepięknych widoków, ale jest to miejsce dające wiele możliwości. Nie bez przyczyny Chiang Mai jest światową stolicą tzw. Digital Nomads czyli osób podróżujących po świecie i pracujących online. W Chiang Mai znajdziemy świetne jedzenie, codzienny nocny market, na którym można zjeść i kupić praktycznie wszystko (nocny market jest podobno jeszcze większy i bardziej spektakularny w weekendy, ale niestety nie mieliśmy okazji się o tym przekonać). Można tutaj zapisać się na kurs gotowania (polecam), wypożyczyć skuter i wybrać się w góry za miasto (także polecam – niesamowita przygoda), odwiedzać tajskie świątynie i korzystać z tajskich masaży. Wszystko to można zrobić relatywnie niewielkim kosztem. W Chiang Mai jest naprawdę niedrogo i myślę, że też to przyciąga tak wielu ludzi z Europy, którzy mieszkają tutaj i pracują przez kilka miesięcy w roku. Ponadto w mieście świetnie działa Uber i można się też bez problemu przemieszczać skuterem. Panuje też tutaj luźna i swobodna atmosfera.

Południe

Na południu odwiedziliśmy półwysep Railey który jest przepiękny i znany jest jako mekka dla wspinaczy. Skały wystające prosto z błękitnej wody naprawdę robią wrażenie. Na Railey spędziliśmy tylko jedną noc choć przyznaję, że z chęcią bym tam wrócił. Z Railey udaliśmy się na Koh Phi Phi – jedną z najbardziej imprezowych tajskich wysp. Cóż, trzeba przyznać, że miłośnicy dobrej zabawy i plażowych imprez do rana nie będą zawiedzeni. Trzeba tylko uważać przy wyborze hotelu, żeby nie okazało się, że mieszkamy nad klubem muzycznym 😉 . Ta wyspa była najbardziej turystycznym miejscem, w jakim byliśmy w Tajlandii: masa hoteli, knajp i młodych ludzi zjeżdżąjących się z całego świata dla szaleńczych imprez odbywających się na Phi Phi, ale naprawdę fajnie było to zobaczyć i trochę zaszaleć.

 

Po odwiedzeniu najbardziej imprezowej wyspy udaliśmy się na najspokojniejszą i to był strzał w dziesiątkę. Koh Ngai – raj na ziemi: cisza, spokój turkusowy kolor wody i żółty piasek. Trzy dni nic nie robienia poza jedzeniem spaniem, czytaniem i snorklingiem. Jeżeli ktoś chce odpocząć i wyłączyć się na chwilę to miejsce nadaje się do tego idealnie. Poza błogim lenistwem można też wypożyczyć kajaki i popływać wokół wyspy, lub wybrać się na dłuższy spacer przez dżunglę na piękną i wyludnioną  Paradise Beach. Szczerze polecam.

Tajlandia

Kto rano wstaje…ten ma takie widoki.

Tajlandia

Bangkok

Na końcu naszej azjatyckiej przygody spędziliśmy weekend w Bangkoku. Stolica Tajlandii i jak niektórzy twierdzą całej Azji południowo-wschodniej jest ogromną, tętniącą życiem metropolią. Życie w dużej mierze toczy się tutaj na ulicach gdzie można zrobić zakupy, zjeść, zrobić masaż, tatuaż czy wejść do „dyskoteki” znajdującej się na ulicy. Jeżeli chodzi o atrakcje na pewno warto wybrać się do pałacu królewskiego i świątyni Wat Pho żeby zobaczyć posąg leżącego buddy. Ponadto polecam odwiedzenie jednego z pływających marketów – jak już wspomniałem zjedliśmy tam najlepszą na świecie rybę. Warto też wieczorem wybrać się na Chinatown, wtedy dzielnica ożywia się i rozświetla tysiącami barw, a na ulicach roi się od straganów z jedzeniem. Jako że jestem fanem sportów walki wybraliśmy się też na stadion Rajadamnenm obejrzeć galę MUAY THAI i tutaj niestety trochę się zawiodłem. Spodziewałem się tłumu ludzi i świetnych walk, a niestety ludzi było tylko garstka a poziom walk….hm, no cóż – nie porywał. Dla osób chcących kupić, pamiątki, ubrania, przyprawy czyli po prostu wszystko polecam wybrać się na Chatuchak Market. Jest to ogromny targ weekendowy, na którym można kupić dosłownie wszystko – miejsce bardzo turystyczne, ale chyba nie ma lepszego na zakupy w Bangkoku. Nasz hotel w Bangkoku znajdował się niedaleko osławionej Kho san Road – jest to imprezowa ulica gdzie ludzie z całego świata bawią się na ulicy i w znajdujących się na niej klubach. Poziom decybeli przekracza wszystkie normy, ale trzeba przyznać że ma to swój klimat 😉 .

Tajlandia

Chinatown w Bangkoku

Tajlandia

Pałac Królewski

Podsumowanie

Z naszej perspektywy Tajlandia jest krajem przyjaznym i bezpiecznym, ale oczywiście należy pamiętać o zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa w podróży. W każdym kraju na świecie są kieszonkowcy, osoby próbujące oszukać turystę, czy sprzedać trefny towar lub usługę. Tajlandia nie jest tutaj wyjątkiem i dobrze jest zachować czujność i zdrowy rozsądek. Przed wyjazdem warto pomyśleć o szczepieniach a także zapoznać się z aktualnymi komunikatami MSZ na temat bezpieczeństwa w tym kraju. Bez wątpienia Tajlandia jest krajem ciekawym, różnorodnym i oferującym mnóstwo możliwości spędzania wolnego czasu. Każdy jest w stanie znaleźć tutaj coś dla siebie i zorganizować sobie pobyt w taki sposób, jaki mu odpowiada. Nas w Tajlandii najbardziej urzekła różnorodność, jaką oferuje ten piękny kraj, a także pogoda i powszechnie panujący luz. Z kwestii bardziej przyziemnych jest to egzotyczny kraj ale jednak przyjazny dla zachodniego turysty, w którym znajdzie dobrze funkcjonujący transport, szybki Internet, pyszne jedzenie i mnóstwo usług przydatnych w podróży. Dlatego właśnie Tajlandia jest tak popularnym wakacyjnym kierunkiem dla milionów turystów z całego świata.

Świąteczne życzenia

Michał Ziółko31 marca 2018Komentarze (0)

Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych życzę wszystkim czytelnikom, subskrybentom i sympatykom mojego bloga spokojnie spędzonych świąt w gronie najbliższych. Niech te święta będą dla Państwa czasem wyciszenia i  odpoczynku od codziennych obowiązków – czego życzę także sobie.

Wesołych Świąt!

odpowiedzialność ISP

W poprzednim wpisie, który możesz przeczytać tutaj opisałem jak wygląda odpowiedzialność ISP z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania usługi telekomunikacyjnej w zakresie określonym ustawą Prawo Telekomunikacyjne. Przedsiębiorca wyznaczony (który obecnie nie został wyznaczony przez prezesa UKE) odpowiada TYLKO w zakresie określonym ustawą. Natomiast każdy inny przedsiębiorca telekomunikacyjny odpowiada na zasadach ogólnych kodeksu cywilnego. Jednakże jedno nie wyklucza drugiego – tak jak wspominałem możesz w swoim regulaminie świadczenia usług określić, że abonent będzie uprawniony do odszkodowania na podstawie art. 105 PT., zastrzegając jednocześnie, że abonent jest uprawniony do żądania odszkodowania uzupełniającego na zasadach ogólnych. Powinieneś zwrócić uwagę na to, aby zapisy w twoim regulaminie nie były dla abonenta mniej korzystne niż przepisy kodeksu cywilnego i ustawy o prawach konsumenta. Możesz natomiast modyfikować sposób wyliczania odszkodowania, czyniąc go bardziej korzystnym dla abonenta –np. zastrzegając iż odszkodowanie należy się za przerwę w świadczeniu usług wynoszącą 12 godzin.

Odpowiedzialność ISP wynikająca z kodeksu cywilnego

Przejdźmy zatem do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu cywilnego. Zgodnie z art. 471 kc. „Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.”. Oznacza to ni mniej ni więcej, iż abonent winien wykazać po pierwsze, że szkoda faktycznie wystąpiła, po drugie wskazać związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy awarią a szkodą, która na skutek awarii wystąpiła. Abonent może dochodzić swoich roszczeń w postępowaniu sądowym. Jeżeli sprawa znajdzie się w sądzie to niestety ciężar udowodnienia, że szkoda nastąpiła z przyczyn nie leżących po twojej stronie, Drogi Operatorze, spada na Twoje barki.

Abonent będzie uprawniony do skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego, mediacyjnego lub przed Sąd polubowny działający przy Prezesie UKE dopiero po wyczerpaniu postępowania reklamacyjnego. Stanie się to jeżeli jego reklamacja zostanie odrzucona, lub jeżeli operator ISP nie zapłaci dochodzonej należności w terminie 30 dni od dnia, w którym reklamacja usługi została uwzględniona. Jeżeli reklamacja nie zostanie rozpatrzona w terminie 30 dni od dnia jej złożenia uznaje się, że została uwzględniona. Zgodnie z art. 108 ust. 1 ustawy Prawo Telekomunikacyjne „ Roszczenia dochodzone na podstawie art. 105 przedawniają się z upływem 12 miesięcy od końca okresu rozliczeniowego, w którym zakończyła się przerwa w świadczeniu usługi telekomunikacyjnej, albo od dnia, w którym usługa została nienależycie wykonana lub miała być wykonana”.

Zakres odpowiedzialności

Zakres odpowiedzialności wynikającej z art. 471 kc. możesz rozszerzyć lub ograniczyć w umowie. Pamiętaj jednak, że ograniczenie odpowiedzialności wchodzi w grę jedynie w przypadku umowy z innym przedsiębiorcą. Jeżeli zawrzesz klauzulę ograniczającą odpowiedzialność w umowie z konsumentem będzie to klauzula niedozwolona zgodnie z art. 3853 pkt. 2. Nie możesz też w umowie zastrzegać, iż nie będziesz odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną umyślnie – takie zastrzeżenie jest z mocy prawa nieważne.

Będąc przedsiębiorcą odpowiadasz także za działania swoich pracowników lub osób, którym zlecasz wykonanie czynności w swoim imieniu. Jeżeli więc twój pracownik np. podczas instalacji usługi w mieszkaniu abonenta uszkodzi jego  telewizor – Ty jako operator, któremu abonent zlecił wykonanie usługi, odpowiadasz za szkodę.

Podsumowanie

Po przeczytaniu tego wpisu powinieneś wiedzieć że:

  • Twoją odpowiedzialność względem abonenta za jakość świadczonych usług kształtują przepisy kodeksu cywilnego;
  • Możesz w regulaminie lub umowie zastosować zasady naliczania odszkodowania wynikające z art. 105 ustawy Prawo Telekomunikacyjne – zastrzegając jednocześnie, że abonent jest uprawniony do żądania odszkodowania uzupełniającego na zasadach wynikających z kodeksu cywilnego;
  • Ponosisz odpowiedzialność w zakresie poniesionej przez abonenta szkody, przy czym musi istnieć związek przyczynowo- skutkowy pomiędzy Twoim działaniem a szkodą;
  • Odpowiadasz także za działania swoich pracowników i osób którym zleciłeś wykonanie konkretnych czynności;
  • Abonent może skierować sprawę na drogę postępowania sądowego, mediacyjnego lub do Sądu polubownego przy UKE dopiero po wyczerpaniu postępowania reklamacyjnego;
  • Roszczenia abonenta wynikające z art. 105 ustawy Prawo Telekomunikacyjne przedawniają się z upływem 12 miesięcy od końca okresu rozliczeniowego, w którym zakończyła się przerwa w świadczeniu usługi telekomunikacyjnej, albo od dnia, w którym usługa została nienależycie wykonana lub miała być wykonana;

 

odpowiedzialność ISP

Często w rozmowach z Operatorami padają pytania jaka jest odpowiedzialność ISP za niewykonanie lub nienależyte wykonanie usługi? Jakie przepisy obowiązują w takiej sytuacji – prawo telekomunikacyjne czy kodeks cywilny? Co odpowiedzieć abonentowi, który obsesyjnie sprawdza, czy szybkość połączenia sieciowego jest taka, jak ta podana w umowie i domaga się odszkodowania, jeżeli tak nie jest? Postaram się niniejszym wpisem odpowiedzieć na te pytania.

Odpowiedzialność ISP za jakość usług

Chyba nikt nie lubi, gdy usługa, z której korzysta i za którą płaci nie spełnia jego oczekiwań i jest niewłaściwie wykonywana. Nie lubią też takich sytuacji abonenci korzystający z usług telekomunikacyjnych :). Praktycznie każdy z nas (Was Operatorów) oprócz tego, że świadczy usługi jest także abonentem korzystającym z tv, Internetu, czy telefonu. Czy nie zdarzyło Ci się drogi Operatorze, że podczas dokonywania przelewu bankowego, konferencji przez Skype, czy po prostu oglądania serialu na Netflix Internet przestał działać? Na pewno tak i musisz przyznać, że jest to bardzo frustrujące. Oczywiście czasy kiedy Internet „ciął” się niemiłosiernie słusznie minęły, a to dzięki coraz lepszej technologii. Jednakże nadal zdarzają się sytuacje, w których następuje przerwa w świadczeniu usług. Jak w takiej sytuacji kształtuje się Twoja odpowiedzialność względem konsumenta?

Wśród operatorów, a także konsumentów panuje pewna konsternacja co do właściwości przepisów regulujących odpowiedzialność przedsiębiorcy telekomunikacyjnego za jakość świadczonych usług. Wynika to w dużej mierze z różnicy pomiędzy przepisami ustawy prawo telekomunikacyjne, a konkretnie art. 105, który określa jakie odszkodowanie przysługuje abonentowi za przerwę w świadczeniu usług, a normami kodeksy cywilnego.

Ustawodawca, biorąc pod uwagę specyfikę świadczenia usług telekomunikacyjnych, wprowadził możliwość powstania roszczenia o odszkodowanie za każdy dzień przerwy w świadczeniu usługi w wysokości 1/15 średniej opłaty miesięcznej liczonej według rachunków z ostatnich trzech okresów rozliczeniowych, jednak za okres nie dłuższy niż ostatnie 12 miesięcy.

Jak wynika z powyższego ustawa Prawo Telekomunikacyjne przewiduje odszkodowanie dla abonenta z tytułu przerwy w świadczeniu usług. Odpowiedzialność operatorów została ograniczona, gdyż odszkodowanie nie przysługuje za pogorszenie jakości usługi, a jedynie za przerwę w jej świadczeniu.

Jak liczyć odszkodowanie?

Odszkodowanie przysługuje za każdy dzień przerwy w świadczeniu usługi powszechnej płatnej okresowo. Przerwę należy liczyć jako pełną dobę czyli od godz. 12 (północ) do godz. 12 (północ) dnia następnego. Wyłącznie przerwa trwająca pełną dobę, liczoną od północy – nawet jeśli faktyczna przerwa w świadczeniu usług rozpoczęła się od godz. 16 – uprawnia abonenta do otrzymywania odszkodowania. Wysokość odszkodowania wynosi 1/15 średniej opłaty miesięcznej za każdy dzień przerwy w świadczeniu usług, opisany jak powyżej. Taką opłatę liczy się biorąc pod uwagę rachunki z trzech ostatnich okresów rozliczeniowych. Na podstawie tych rachunków wylicza się  średnią opłatę. Łączny okres 3 okresów rozliczeniowych nie może być dłuższy niż 12 miesięcy.

Przykład

Jeżeli abonent zażąda odszkodowania za dwa dni przerwy w świadczeniu usług, a średnia wysokość abonamentu biorąc pod uwagę 3 ostatnie okresy rozliczeniowe wynosi 100 zł, to wówczas jego odszkodowanie ukształtuje się na poziomie 13,20 zł.

Ważne:

Odszkodowanie nie przysługuje abonentowi, jeżeli w okresie rozliczeniowym łączny czas przerw był krótszy od 36 godzin.  Wobec tego jeżeli w okresie rozliczeniowym abonent nie miał np. dostępu do sieci przez jedną dobę – odszkodowanie nie przysługuje.

Oprócz powyższego odszkodowania abonentowi za każdy dzień, w którym nastąpiła przerwa w świadczeniu usługi telefonicznej płatnej okresowo, przysługuje roszczenie o zwrot 1/30 miesięcznej opłaty abonamentowej. Ponadto abonentowi przysługuje odszkodowanie w wysokości 1/30 określonej w umowie miesięcznej opłaty abonamentowej, z tytułu niedotrzymania przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego z jego winy terminu zawarcia umowy o świadczenie usługi powszechnej lub terminu rozpoczęcia świadczenia usług.

Gdzie jest haczyk?

Czytając powyższy opis myślisz sobie – ok wszystko jasne, można w prosty sposób obliczyć odszkodowanie, jakie przysługuje mojemu klientowi. Niestety zarówno życie, jak i prawo telekomunikacyjne nie są takie proste ;). Opisany przeze mniej powyżej art. 105 ustawy Prawo Telekomunikacyjne i wynikający z niego sposób wyliczenia i wypłaty odszkodowania dotyczy jedynie tzw. przedsiębiorcy wyznaczonego. Przedsiębiorca wyznaczony to przedsiębiorca telekomunikacyjny zobowiązany do świadczenia usługi powszechnej opisanej w art. 81 ust. 3 ustawy Prawo telekomunikacyjne. Gdy Prezes UKE uzna, iż usługa powszechna nie jest dostępna lub nie jest świadczona z zachowaniem dobrej jakości i po przystępnej cenie, wybiera w trybie konkursowym lub poza konkursem przedsiębiorcę wyznaczonego. W okresie od maja 2006 r. do maja 2011 r. przedsiębiorcą wyznaczonym była Telekomunikacja Polska. Jednakże od tego czasu w Polsce nie ma przedsiębiorcy wyznaczonego, wobec czego Twoją odpowiedzialność za jakość świadczonych usług regulują co do zasady przepisy ogólne Kodeksu Cywilnego.

Czy wobec tego jako Operator Telekomunikacyjny nie będący przedsiębiorcą wyznaczonym możesz stosować wyżej wskazane przepisy i naliczać odszkodowanie w sposób opisany w art. 105 ust. 1 PT? Możesz, ale….. powinieneś w umowie o świadczenie usług lub w regulaminie zastrzec, że abonent jest upoważniony do żądania odszkodowania także na zasadach ogólnych wynikających z kodeksu cywilnego. Ale o tym opowiem Ci już w części drugiej tego wpisu, którą możesz przeczytać tutaj.